uderzam o rogów koniec komentarzy zbędnych ołtarz na twojej twarzy miłuje sobie spokój odpoczynek pokój łapie serce kurzu pełno wilgoć skłania do zdrowia łapania boczne tory brak uwagi lecę lecę jak błogie ptaki krzycząc krzycząc "wolność"
sypie spod rękawa - jaaak lekka trawa - musi Ci wybić - złota na kolana - oddać Ci w sylwestra - ooo orkiestra - zjeździmy świata zakątki - lekkie zakąski.
budzą się co godzina grzejąc ciało kaloryfer patrząc bo czwarta się zbliża
jadąc przez słoneczne pustkowia gdzie droga zieloną francją się toczy wpadam że to niby lotnisko ma być
leże leże leże zgonem poczęty gdzie drogie sklepy układają mi sen patrzają na mnie włoskie drogie twarze z zainteresowaniem rzeźnika na wybieg śląc
przez czarną pustkę pobudka przytakiwania czwartej rano czy ja dobre buty noszę?
gdzieś gdzie bruno rozgrzeszenie daje i dobrą energie sprzedaje ucieka tak łatwo, sprawdzanie kucanie ośrodek innym językiem krzyczący zostawiony sam wyszedł zewnątrz pełen pięknych młody zagranicznych ludem speszony wchodzisz z powrotem ośrodek domy czyiś kolejny basen widziany
przestrzeń modernistyczna basenów pełna pięknych kobiet zainteresowania przykuł ich woń "wyglądasz interesująco" "je ne parle français"