lubię czekać na ten miesiąc
































































































te wydając się banalnym
koloryty liści, wzgórza
biegające osoby byle szybko
znieść ze schodów tych biegunów
co przyciągają opiłki tysiąca twarz
i jeszcze więcej
wracając do tych samych odczuć
cyklicznie

przepasane przez dwa boiska

























































































krzyczałem i rozbierałem się klaskając równocześnie
biegałem, tarzałem się, a także dobierałem się do losu
rysowaliśmy wspólnie wczasy, równe wygibasy obarczone
najkańciastą z możliwych porcji eksploracji

rydwany takie ze dwa
troche czornej od wulkanu ziemi
pięknej parzystej jesieni
gdzie boże wszystko się mieni
albo też zmieni?

19







szukam siły
w fince
dla dziadka.

Archiwum bloga