minotaur

z fali
się na róg odbić
po kamienistym dnie
poobraca

rozluźni i dotyka
a myśli o kimś innym
oponenta komponenta
w sierść się okłada

sygnał startu
w labiryncie marzeń
u wujka już majster
wydycha

kolarz w swym stroju
zew bez swego pragnienia
miara z wyłączoną liczbą
kreda która się nie kruszy

wyjątkowo teraz trzeba basenu
widać dno 
jesteś ograniczony

odezwji się w sposób właściwy

klaruj
miary

a instynkt niebezpieczny





apostrof






komunikat o otwarciu mostu zwodzonego
gdzie ktoś dalej na środku stoi
to będzie ciekawy wybór

parawanik na dobro
osłania ale kontur widać
idę dumnie bo mogę

w faktyczności unieść się półkę wyżej
bezcelowość wiecznego unoszenia swoich myśli
wieczna potrzeba unoszenia siebie ponad

zgrabnie ułożone w praktyczną metodę
no i już prawie na mecie stoję
ale nie chce przekraczać tego miejsca

było tu dobrze
ta myśl była piękna
budowała mnie

nieustannie

wywar
unosi się
czuć, nie trzeba mówić
nie rozłożę w otwarty sposób dłoni - powatrzam codziennie
a i tak na palcach liczę
gromadę elementów wzbudzających
każdy popęd chamujący
kolejny dzień przeczący
założenie, takie długodystansowe rzec można
tak i tu o to się kruszy, rozbija - można precyzyjniej

nie chcę czuć ruchu
co jeśli znowu stanie w drzwiach
niedaleko w końcu
i powie że chce jeszcze raz
i jeszcze
i potem domieszkę perfum zostawi
nieśwaidomie
upuści tak we framudze

gnuśny ten pył sam w sobie
to jest w połowie
tak jak wypuszczasz dym a on wraca
do płuc


czas oczekiwania


płachta wstydu ciepłogorzkiego
konturu, że jest
tylko poczekalnią uratuje
nie zaangażowanie, zawieś to
hydrałlika nie wyciąga
obojętne mi to i tak
skruszył jeszcze żeby było
umilając tą ułudę - tu najszybciej
dojechać

jest wiosna
klasztor i wiatr
na ołtarzu znów 
ciało pocięte

nie zostawiłem podpisu
pod zaświadczeniem, że się nie zgadzam
nie zostało dodane do porozumienia,
że jak chcę to mogę

dlaczego te słowa?

Archiwum bloga