panko

 










pod białym niebem strumień przezroczysty

morwa się klei do pięty spadając za szkołą

tupiesz klasykiem ustalonym rytmem


uda w morskiej wodzie chwila przed...

założę się, że nie.


przykryjemy się wspólnie solą

kruszywem

będzie kot nie

czy to celowe, że nie ma sensu?

bo w sumie to ja nie wiem sam czy już wybite szyby i można panierować

wielką erekcją 

na pewno miał ale uszło balonem

oh balon...balonie, sojuszniku na talonie

jesteś autystyczny? 


uśmiech, dobra sprawa

serdecznie zginiemy

albo zginę bo od siebie do świata 

ręce unoszę i trzymam się mocno flagi

wiesz o czym mówię 

wychodziliśmy za późno, po dwunastej żeby iść jeszcze do Tamary

i jeszcze i jeszcze


wyładowałem pre..prega... coś tam

nie uśmiecha i nie... pozostawiam słowa


wybiorą w końcu premierkę? bez hakowania? dawno zapomniałem 

obsługi

słowa


przy brzegu stopy w wodzie, położyć ciało

mokre

poturlać

waleczni











wezmą większość 
bożole
popękane naczynia
krwionośne

prześwietleni

strach władzy posprzątany wahając skrzydło na bok
poskromienie własnych przytyków
śliną się zagoi pryzmatem
wagon znów z siedzeniem
przywilej

znów rysuję samolot
uśmiechów

baza

jama

linie pod oczy ma
fajna sprawa
nie używaj

absolutna większość opowiedziała się
przed papierosem było lepsze flow
kolejny przystanek
następna stacja
wspomnienie deja vu
złamane obramowanie
na łódce płynie
macha

pokój 







 

this event

 










końcówka zjedzona

otarliśmy w końcu... by dojrzeć machający ogon

zostańmy razem, ja i ty

nie grzęźniemy wyjątkowo ale jest blisko utraty godności człowieka

ponownie

nie lubię...

wiesz co chcę powiedzieć

krojony chleb proszę

stadion pusty ale widoczny zza okna

nie siedzę już

będę biegł 

będę bronił

będę...

Archiwum bloga